O MNIE I MOJEJ STRONIE
Dla tych, którzy lubią czytać historie.
27 listopada 2023
Dzisiaj jest pochmurny dzień, ale jasny
i pełen optymizmu. Jeden z wielu, kiedy
wschód słońca zastaje mnie przy laptopie. Już od
prawie dwóch miesięcy, kiedy szukam wolnych chwil i porządkuję moje kuchenne notatki. Efektem porządków jest właśnie ta strona internetowa.
Lubię oglądać wschody słońca. Porządki również.
Lubię gotować. Amatorsko i intuicyjnie. Dla przyjemności, a ostatnio coraz częściej dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Dla przyjemności zarówno przygotowywania, jak też jedzenia. Obie czynności uwielbiam. W kuchni eksperymentowałam już jako kilkuletnia dziewczynka. Od dziecka pomagałam mojej mamie. Na początku był to nudny obowiązek. Do tej pory pamiętam godziny zrywania, a potem drylowania wiśni, usuwania szypułek z truskawek, łupania orzechów włoskich. Smażyłyśmy pączki i faworki. Robiłyśmy razem makaron i piekłyśmy podpłomyki na kuchence węglowej. Takiej z fajerkami. Przynajmniej dopóki nie została wymieniona na, wtedy nowoczesną, kuchnię gazową z piekarnikiem. Było też porcjowanie mięsa. Do tej pory wolę kupować drób w całości i porcjować sama. Najgorzej wspominam, choć teraz już raczej z nostalgią, wielogodzinne (choć może to było tylko moje subiektywne odczucie) krojenie warzyw na sałatkę jarzynową. Litry sałatki. Jedliśmy ją tydzień... w 6 osób i jeszcze goście. Dla ścisłości - jej smak uwielbiałam, nie lubiłam jedynie kroić. Miałam wtedy w tym bardzo mało wprawy. Wszystkie niedogodności rekompensowało wspólne spędzanie czasu przy długich rozmowach.
Moja mama gotowała potrawy tradycyjne, jednak w smaku delikatne. Nie nadużywała przypraw. Używała ich raczej ascetycznie. Jej kuchnia była oparta na świeżych produktach, owocach i warzywach z własnego ogródka, domowych przetworach na zimę, jajach od własnych kur, mięsach z gospodarstwa dziadków. Było zdrowo i ekologicznie, takie były czasy. Pamiętam, że grymasiłam, narzekałam na monotonię i mało wyrazisty smak. Z czasem sposób gotowania mojej mamy się zmienił. Pojawiły się egzotyczne dania, eksperymenty i tak zostało do dzisiaj. Bardzo to lubię, a patrząc wstecz doceniam także tamtą kuchnię z mojego dzieciństwa. Wyrobiła mi preferencję do delikatnych smaków i nauczyła doceniać autentyczny smak składników potraw. Nie potrzebuję dużo soli, cukru prawie nie używam, pozostałe przyprawy rozważnie i celowo.
Z czasem nużące obowiązki zamieniły się w ciekawość i poszukiwanie własnych rozwiązań. Były to czasy, kiedy Internet dopiero się rozwijał. Pojawiały się pierwsze strony z przepisami kulinarnymi. Testowałam je z zapałem. Na początku pod okiem mamy, później już samodzielnie. Są to miłe wspomnienia, które odżywają kiedy wchodzę do swojej własnej kuchni.
Teraz ja mam mojego małego pomocnika, który niedługo skończy 3 lata. Ma dużo zapału do pomagania przy gotowaniu i wykazuje niespodziewaną czasami kreatywność. Często mnie zaskakuje, jak wiele już potrafi zrobić. Kroi, obiera warzywa, a najbardziej lubi smażyć naleśniczki z dziurami. O psotach w kuchni i bałaganie nie pozwolił mi pisać. Nadal często dzwonię do mojej mamy po porady, wymieniamy się także przepisami.
Od kilku lat myślałam o usystematyzowaniu moich kuchennych notatek. Przez lata zrobił się w nich bałagan i chaos. Mam je spisane w kilku plikach, jak też luźno na kartkach. Często notowane na szybko, na marginesie przypadkowego zeszytu lub na odwrocie innych dokumentów. Czasami zapisuję przepis hasłami, które po dłuższym czasie są nie do rozszyfrowania. Nie chcę się już gubić w moich przepisach, szukać ich w szufladach, zastanawiać się, czy ta wersja jest tą aktualną. Stało się to dla mnie motywacją do zrobienia gruntownych porządków. Daje mi to dużo radości. Czasami rodzina lub znajomi proszą mnie o któryś z moich przepisów. Teraz będę mogła wysłać do niego link. Kiedy uporam się z moimi notatkami, zdigitalizuję również zeszyt mojej mamy. Jest kilka potraw które wspominam z sentymentem. Nie mogę się doczekać ich przyrządzania. Wprowadzę dla nich kategorię „lata 90.”. Zacznę od tortu zająca - z dwóch ciast. Do dzisiaj pamiętam jakie wrażenie zrobiły na mnie uszy zająca i jego elegancka muszka.